|
Odkąd pamiętam, zawsze w moim rodzinnym domu były zwierzęta - psy, koty, chomiki, rybki. Kiedy założyłam własną rodzinę nie dopuszczałam myśli, aby mogło w naszym domu zabraknąć zwierzaków. I tak, najpierw zamieszkała z nami przepiękna suczka owczarka niemieckiego o imieniu Puma. Towarzyszyła nam 13 lat, odeszła spokojnie, pokonana przez nowotwór. W międzyczasie przygarnęliśmy kocią dziewczynkę, którą ktoś życzliwy podrzucił sąsiadce pod drzwi. Śliczna, biała z czarnymi dodatkami, kruszynka o imieniu Kubusia, rozpoczęła na dobre moją fascynację kotami. Gdy miała 6 lat dołączył do niej około 4 tygodniowy kociaczek, czarny jak smoła - Benio. Jego z kolei, wyrwała z rąk zabawiającej się nim młodzieży, moja siostra. Zakochałam się bezgranicznie w tej małej, czarnej, puchatej kulce. On we mnie chyba też, bo traktuje mnie jak swoją mamę, którą tak wcześnie stracił.
Obecnie moja rodzinka to mąż, syn i dwa koty. Tworzymy zgrany team, mamy wspólne pasje i kochamy koty. Właśnie miłość do kotów sprawiła, że postanowiliśmy stworzyć tą stronę. Chcieliśmy przybliżyć ludziom te wspaniałe zwierzęta i jednocześnie pomóc w wyadoptowaniu kotów pokrzywdzonych przez los, a przebywających obecnie w opolskim schronisku i w domach tymczasowych. Im też należy się odrobina ciepła, zainteresowania, własna pełna miska i ciepły dotyk rąk opiekuna. To tak niewiele, a może zdziałać cuda. I właśnie o takich "cudach" marzymy. Największą dla nas radością jest moment, w którym dowiadujemy się, że dzięki stronce, jakiś kot znalazł nowy dom. Wiemy wówczas, że to co robimy ma sens.
25.03.2011r. - dokociliśmy się
Oczywiście nie planowaliśmy tego wcześniej, ale życie pisze
scenariusz za nas.
Co prawda marzyłam o TAKIM kocie, ale to były tylko
marzenia, być może do spełnienia, ale w nieprzewidywalnym czasie. Nie
przeglądałam w tym celu ogłoszeń adopcyjnych, nie chciałam też kupować kota z
hodowli. Pomyślałam, że kiedyś taki kot w potrzebie stanie na mojej drodze i
wezmę Go pod swój dach z całym dobrodziejstwem inwentarza.
No i stanął. A dokładnie rzecz ujmując złapał się do
klatki-łapki ustawionej przez TOZ w celu wyłapania kotów bezdomnych do
kastracji i znalezieniu domów tym, które rokują oswojenie się.
„Mój” kotek złapał się jako pierwszy, pewnie przeczuwał, że
kroi mu się lepsza miejscówka. Jak go zobaczyłam, zakochałam się. Potem pomyślałam, że to
przeznaczenie i moje marzenie właśnie się spełnia. Decyzja była natychmiastowa
i jedyna możliwa w tym momencie – bierzemy „dzikuska” do naszego domu.
Od pani karmiącej kotki w tym miejscu dowiedzieliśmy się, że
kotek urodził się i wychował na
wolności, ma około 9 miesięcy. Jak na kotka wolno żyjącego wygląda dobrze,
widać, że nieźle sobie radził w tych ciężkich warunkach, przetrwał bardzo
mroźną zimę. Miał, co prawda, bogate życie wewnętrzne, ale poradziliśmy sobie z
tym. Innych chorób nie ma, testy na fiv/felv negatywne. Apetyt mu dopisuje, ale
jest smakoszem, najchętniej jadłby surowe mięsko. Uwielbia też suchą karmę.
Rozpiera go energia, szczególnie lubi się głośno bawić jak domownicy chcą spać.
Kotek bezbłędnie trafia też do kuwety i to od pierwszego dnia, choć na wolności
nikt go przecież tego nie uczył. Mądra istota z tego kota.
Z początku chował się za szafą, chodził na „krótkich
nóżkach” i bardzo bał się ludzkiej ręki. Na wolności miał zakodowane w głowie,
że nie można zbliżać się do ludzi, dzięki temu przetrwał. Powoli
przyzwyczajaliśmy kocurka do nas, do głaskania. Był zlękniony, ale widać było,
że głaskanie zaczyna sprawiać mu przyjemność, bo zapuszczał w tym czasie
„motorek”. Teraz jest już prawie miziakiem, nie lubi tylko brania na ręce, ale
myślę, że i do tego się przekona. Nie robimy niczego na siłę, aby go nie
zrazić. Małymi kroczkami pokazujemy mu, że człowiek nie jest taki zły jak
myślał. Dzięki niemu, przekonałam się, że marzenia się spełniają. Marzyłam
o niebieskookim kocie i właśnie taki dzieli ze mną, moją rodziną i naszymi
dwoma kotami, radości i czasem smutki dnia codziennego.
Propagujemy teraz model rodziny 3+3 :) Każdy ma swojego kota.
Drodzy Państwo oto Mietek / Miecio / (imię nadała mu pani „karmicielka”)

Więcej zdjęć naszej kociej rodzinki w galerii.
|