Gotowa karma dla psa czy kota – jakie to wygodne! Ale czy na pewno
wiesz, co je twój zwierzak? Może zamiast wybornym mięsem jagnięcia
karmisz go przetworzoną soją? Sprawdź, co powinny jeść domowe zwierzęta.
W zwolnionym tempie zdyszany i szczęśliwy pies pędzi, przeskakując
kolejne przeszkody. Nic go nie może powstrzymać w drodze do miski
ukochanego jedzenia. Gdy jej dopada, widać, że osiągnął pełnię psiego
szczęścia. Producenci najpopularniejszych karm starają się, by
właściciele zwierzaków żyli w przekonaniu, że najlepsze, co może spotkać
ich psy, to jedzenie suchych, brązowych kulek nie mających wiele
wspólnego z mięsem. Jak jest naprawdę?
Niekoniecznie drapieżnie
Na początek proponuję mały test. Czym żywił się praprzodek
dzisiejszych psów – i ratlerków, i dogów? Mięsem? Otóż nie do końca.
Psy mieszkają z ludźmi od około 150 tysięcy lat – genetyczne dowody
wskazują, że mniej więcej w tym czasie od linii wilków oddzielił się
przodek dzisiejszego psa. Same wilki żyły w pobliżu hominidów jeszcze
dawniej – szacuje się, że nawet 400 tysięcy lat temu, gdy Homo sapiens
jeszcze nie istniał. Już wtedy „pra psy” korzystały z bliskości
dziwnego, dwunożnego gatunku, który rozrzucał wokół swoich siedzib
mnóstwo interesujących rzeczy. Z czasem okazało się, że regularne
polowanie jest znacznie mniej efektywne niż wykorzystywanie resztek po
tych dwunożnych. Dla urozmaicenia diety warto było podjeść trochę trawy,
liści, czasem ślimaka, czasem żuczka.
Psy już od momentu oddzielenia się od wilków ewoluowały jako
zwierzęta raczej wszystkożerne niż jednoznacznie mięsożerne, a kilkaset
tysięcy lat wspólnej historii z ludźmi tylko umocniło te upodobania. – O
wszystkożerności psów świadczy stosunek długości przewodu pokarmowego
do długości całego ciała –wyjaśnia doktor Michał Jank z Zakładu
Dietetyki Katedry Nauk Fizjologicznych Wydziału Medycyny Weterynaryjnej
SGGW. – U psów wynosi on 6:1, podczas gdy u kotów tylko 4:1. Im wartość
tego stosunku jest wyższa, tym zwierzę lepiej przystosowane jest do
trawienia pokarmów roślinnych. Na przykład u roślinożernego królika
stosunek ten wynosi aż 10:1.
Jak widać, powszechny pogląd o drapieżnych psach osaczających w
stadach dziki, a następnie pożerających ich mięso mija się z
rzeczywistością.
Natomiast koty to typowi mięsożercy. – W naturze kot żywi się przede
wszystkim surowym mięsem – mówi doktor Jank – bez niego, a dokładniej
bez zawartej w nim tauryny, koty niezwykle często zapadają na choroby
serca.
To właśnie wysokie zapotrzebowanie na taurynę, jeden z aminokwasów,
sprawiło, że koty tak chętnie łapią myszy. Okazało się, że w
przeliczeniu na masę ciała mysz zawiera najwięcej tauryny ze wszystkich
rodzajów mięsa.
Psi fast food
Właściciele psów i kotów zwykle starają się dawać swoim zwierzakom
jedzenie, które zaspokoi wytworzone przez ewolucję potrzeby. Jednak to,
co jest dobre dla ludzi, niekoniecznie służy zwierzętom. Na przykład
wszechobecna w naszej kuchni sól przyczynia się do powstawania chorób
serca, a niedobory składników, bez których my możemy się obejść, bywają
dla zwierząt zabójcze.
Dlatego coraz większą popularność zyskują gotowe karmy przystosowane
do potrzeb gatunku, a nawet konkretnej rasy zwierzaków. Choć pomysł na
takie jedzenie powstał pół wieku temu, to dopiero od kilkunastu lat
potrafimy opracowywać naprawdę dobre karmy. To zasługa grubych milionów
dolarów inwestowanych w badania nad jedzeniem dla psów i kotów. Na
świecie istnieje kilkadziesiąt firm prowadzących laboratoria, w których
określa się optymalny skład zwierzęcej diety i próbuje opracować karmę
doskonałą. Kilka światowych organizacji zrzeszających producentów karmy
wydaje zalecenia, w których określone są najważniejsze składniki
niezbędne dla zdrowia psów i kotów.
Jak ważne jest opisanie tych zasad, pokazuje choćby przykład
wspomnianej tauryny. – Do lat 80. bardzo częstą chorobą wśród kotów były
problemy z sercem: powiększenie, spadek kurczliwości – mówi kardiolog,
doktor Rafał Niziołek. – Długo nie wiedziano, o co chodzi, aż odkryto,
że przyczyną jest dieta pozbawiona surowego mięsa i zawartej w niej
tauryny. Zaczęto dodawać ten aminokwas do karm i nagle problem zniknął.
Teraz spotykam zaledwie kilka przypadków takich chorób rocznie.
Jednak samo przejście na gotowe karmy nie gwarantuje zdrowia. Trzeba
sobie zdawać sprawę, że karmy różnią się od siebie, tak jak jedzenie z
McDonald’s od posiłku w dobrej restauracji. – Niestety, w Polsce wciąż
wielu ludzi nie rozróżnia rodzajów karmy dla zwierząt – ubolewa doktor
Michał Jank. – Często uznaje się, że karma to karma – wszystko jedno,
czy droższa, czy tańsza.
Tymczasem różnice mogą być naprawdę duże. Psie i kocie jedzenie
sprzedawane w Polsce można podzielić na dwie grupy: podstawową i
premium. Pierwsza z nich to, to, co widzimy w każdym sklepie spożywczym:
Pedigree, Chappi, Darling, Frolic, Kitekat czy Whiskas. Drugiej nie
spotkamy w supermarketach czy sklepach osiedlowych – sprzedają ją
wyspecjalizowane sklepy z artykułami dla zwierząt oraz lecznice
weterynaryjne. Tu znajdziemy RoyalCanin, Eukanubę, Hill’sa, Iamsa czy
Purinę. Skąd tak zdecydowany podział?
To kwestia ceny. Za 10-kilowy worek karmy z segmentu podstawowego
zapłacimy około 40 złotych. Za taką samą ilość karmy premium – około
160 złotych. Gdyby obie stały obok siebie na półce supermarketu, nikt nie
sięgnąłby po tę droższą. Tymczasem specjalista jest w stanie
wytłumaczyć, dlaczego warto zapłacić więcej.
Tanie inaczej
Na początek czysty rachunek ekonomiczny. Spójrzmy na dawkowanie obu
rodzajów suchej karmy. Dzienna dawka Chappi dla psa ważącego 10
kilogramów wynosi 200 gramów. Jeśli pies będzie jadł Eukanubę, wystarczy
mu około 110 gramów. Nagle okazuje się, że karma premium jest już tylko
dwa, a nie cztery razy droższa. Dlaczego tak się dzieje? To kwestia
zastosowanych składników. Dobre karmy są trawione w 92–95 procentach,
podczas gdy te z niższej półki – tylko w 75–80procentach. Zresztą dobrze
widać to na naszych trawnikach: kupy giganty, w które regularnie
wchodzimy, to właśnie wynik żywienia słabo przyswajalnym jedzeniem. Pies
żywiony karmą premium robi kupkę miniaturkę.
W wyliczeniach warto też uwzględnić wpływ jedzenia na zdrowie
zwierzaka. Nie można po prostu stwierdzić, że podstawowa karma jest
niezdrowa. – Różnica polega na tym, że karmy premium są zawsze robione z
tych samych składników w takim samym procesie – tłumaczy doktor Jank. –
Tymczasem przy produkcji tańszej karmy dopuszczalne jest użycie tego,
co akurat będzie najtańsze.
Jeśli na karmie premium jest napisane, że zawiera mięso z kurczaka,
wiadomo, że użyto faktycznie dobrego mięsa. W karmie tańszej raz będzie
to pierś, a raz zmielone wraz z pazurami łapy, dzioby i kości.
Trzeba też zwrócić uwagę na nazewnictwo stosowane na opakowaniach.
Jak tłumaczy lekarz weterynarii Arkadiusz Silny, krajowy konsultant
Eukanuby do spraw kontaktu z weterynarzami, zgodnie z przyjętymi na
świecie przepisami rozróżnia się cztery odmiany karm. Pierwsza to
mięsna, która musi zawierać ponad 26 procent mięsa. Jeśli jest go ponad
14 procent, karma zaliczana jest do produktów bogatych w mięso. Karmy
podstawowe należą zwykle do trzeciej grupy, którą opisuje się jako
„zawierającą mięso” – tu musi być go ponad 4 procent. Ostatnia kategoria
to jedzenie o zapachu mięsa – tu zwykle nie ma śladu po faktycznym
mięsie, wszystko załatwiają aromatyzatory.
Prawda jest więc taka, że w produkcie o nazwie „Mięsna uczta” jest
około 4 procent mięsa – w dziennej, 200-gramowej porcji zaledwie 8
gramów, a więc nieco mniej, niż ważą dwie monety dwuzłotowe.
A co z resztą? – Większość każdej suchej karmy stanowią składniki
pochodzenia roślinnego – wyjaśnia doktor Jank. – Najczęściej to skrobia i
białko pochodzące z soi oraz kukurydzy.
Oczywiście im mniej mięsa, tym więcej musi być takiego wypełniacza.
Chodzi o to, by karma spełniała standardy – na przykład poziom białka
powinien wynosić około 16–20 procent. Tyle, że białko białku nierówne.
Te pochodzenia roślinnego są gorzej przyswajalne i mniej wartościowe od
mięsnych. A w dodatku soja ma przykry zwyczaj wywoływania uczuleń.
Jak to się dzieje, że zwierzęta chcą jeść tę mieszankę dziwnych
produktów, które w dodatku podawane są w postaci dziwnie wyglądających
kulek, sześcianów czy gwiazdek? Najważniejsza jest tu rola węchu – liczy
się pierwsze wrażenie po pochyleniu się nad miską. Producenci karmy o
tym wiedzą i robią wszystko, by zapach jedzenia był możliwie atrakcyjny
dla zwierząt i możliwie znośny dla ludzi. To niełatwe zadanie – badania
pokazują, że psy najchętniej jadłyby karmę o zapachu tak odrażającym, że
żaden właściciel nie zgodziłby się jej trzymać w domu.
Stosuje się więc inne metody – pokrywa się karmę warstwą tłuszczu
oraz dodatków zapachowych i smakowych. Czasem są to przemielone ścięgna,
kości, skóra i reszta nienadających się do niczego odpadków. W
droższych stosuje się na przykład ekstrakty z wątroby, które nie tylko
dają zapach, ale mają też wartości odżywcze. Okazuje się również, że dla
zwierząt ma znaczenie kształt i faktura podawanego jedzenia. Bywa, że
przy zmianie karmy psy i koty odmawiają nowego jedzenia, bo bardzo
przyzwyczaiły się do kształtu poprzedniego.
Jest jeszcze spora grupa karm w puszkach. Zawierają one nawet 80
procent wody, a ich skład nie podlega tak ostrym regulacjom jak sucha
karma. Żywienie zwierząt karmą z puszek jest zwykle znacznie droższe od
stosowania suchej.
Przy wyborze trzeba zdawać sobie sprawę, że większe pieniądze płacone
za lepszą karmę to rodzaj inwestycji. Zwierzę żywione stale karmą
premium ma przed sobą dłuższe i zdrowsze życie w porównaniu z tym, które
dostaje najtańsze jedzenie. Ma mniejsze szanse na zapadnięcie na
choroby serca, nerek i wątroby, dłużej też zachowa sprawność, gdy będzie
już stare.
Problemy pojawiające się przy ciągłym jedzeniu słabej karmy wynikają z
obecnych w niej przypraw i składników mających przyciągać zwierzę do
jedzenia, w którym są jedynie śladowe ilości prawdziwego mięsa. Szkodzą
też sztuczne antyutleniacze i konserwanty. Z czasem mogą się pojawić
niedobory składników potrzebnych do prawidłowego metabolizmu. To trochę
tak jak z żywieniem się w barach fast food. Od tego jedzenia się nie
umiera, ale trudno spodziewać się zdrowego życia.
Co kupowałby twój kot?
Oczywiście producenci nie mają najmniejszego zamiaru pozostawiać
spraw własnemu biegowi. Sprzedaż karmy dla zwierząt to ogromne
przedsięwzięcie marketingowe. O budżetach największych graczy świadczą
pory emisji reklam telewizyjnych – 30 sekund między „Wiadomościami” a
prognozą pogody w pierwszym programie telewizji kosztuje niemal 40
tysięcy złotych. Właśnie w tym czasie pojawiają się reklamy Pedigree,
Whiskasa czy Frolica.
Karmy z niższej półki prezentowane są w charakterystyczny sposób.
Reklamy nie odwołują się do wiedzy właściciela i nie opierają się na
składzie karmy czy jej zaletach dietetycznych. Tu chodzi o czyste emocje
– szczęśliwy pies biegnący przez słoneczną łąkę, kot mruczący z
zadowolenia na kolanach właścicielki. Oczywiście kulminacyjnym momentem
jest zawsze rozkosz jedzenia reklamowanej karmy.
Jeden z weterynarzy opowiadał, że przy kręceniu reklamy kociego
pokarmu kot aktor nawet nie chciał spojrzeć na promowany produkt. Trzeba
mu było dawać jedzenie przygotowane przez właściciela i całość filmować
tak, by moment jedzenia kręcić z tyłu.
Szukając drogi do serc i portfeli klientów, firmy chętnie korzystają
ze stereotypu mówiącego, że zwierzęta mają instynkt, który im
podpowiada, co dla nich najlepsze. Hasło „Twój kot kupowałby Whiskas” ma
mniej więcej taką wagę jak stwierdzenie „Twoje dziecko wybrałoby
McDonald’s”. Pewnie to prawda, ale czy faktycznie o to nam chodzi?
Inaczej sprzedaje się produkty premium. Tu już nie chodzi o emocje.
Właściciel powinien mieć wrażenie, że traktuje się go poważnie, jak
fachowca, a dokonany przez niego wybór oparty jest na solidnej wiedzy.
Dlatego właśnie poczekalnie lecznic weterynaryjnych pełne są ulotek
informujących ze szczegółami o składzie każdej odmiany karmy i
wyjaśniających zalety poszczególnych dodatków.
Tu również liczą się pomysłowe zagrania marketingowe – firma
RoyalCanin wprowadziła karmy dla poszczególnych ras psów i kotów:
oddzielnie dla wilczurów, labradorów, yorkshire terrierów, jamników czy
bokserów. To doskonały pomysł na podniesienie sprzedaży – każdy lubi
mieć wrażenie, że kupuje produkt przygotowany specjalnie dla niego.
Specjaliści są dosyć sceptyczni i opowiadają się raczej za
tradycyjnym podziałem na rasy małe, średnie i duże. Ale przecież
producenci wiedzą, że właściciele jamników czy yorków to dość
specyficzna grupa ludzi, którzy traktują psy jak najważniejszych
członków rodziny i gotowi są na wszelkie poświęcenia.
Trzeba też pamiętać, że świat producentów karmy nie dzieli się na
złych i dobrych. Marki Pedigree, Whiskas oraz Royal Canin należą do tej
samej firmy Mars, która poza tym produkuje na przykład znane batoniki.
Również Purina pojawia się jako tania karma Darling oraz ponad
dwukrotnie droższy Pro Plan.
Niema jak w domu?
Może więc warto zrezygnować z tych wszystkich wynalazków i karmić
zwierzaka ryżem, makaronem, mięsem i warzywami? Cóż, jeśli mamy mnóstwo
czasu i dobrych chęci, można spróbować. Tyle że dla psów czy kotów
trzeba gotować oddzielnie – ich jedzenie nie powinno być solone ani
przyprawiane, lepiej też unikać smażenia. Trzeba po prostu prowadzić
oddzielną kuchnię dla ludzi, a oddzielną dla zwierząt.
Doktor Michał Jank przypomina też, że takie jedzenie może nie
zawierać wszystkich niezbędnych składników – choćby tauryny czy
karnityny. Dlatego dobrze jest, a w przypadku szczeniąt koniecznie
trzeba używać suplementów diety zawierających witaminy, składniki
mineralne czy dodatkowe aminokwasy.
Gdy zsumujemy wszystkie wydatki, może się okazać, że znowu droga
dieta premium będzie tańsza niż „tanie” domowe jedzenie.
Trzeba też pamiętać o rzeczy pozornie oczywistej, choć nie przez
wszystkich akceptowanej – pies to nie człowiek. Inna budowa przewodu
pokarmowego i inne potrzeby powodują, że pies żywiony samymi ziemniakami
i makaronem z pewnością nie będzie zdrowy. Weterynarze opowiadają
anegdoty o właścicielach wegetarianach, którzy wychodzą z założenia, że
skoro oni mięsa nie jedzą, to zwierzątko też nie musi.
Specjaliści zwracają uwagę na jeszcze jedną wadę żywienia domowego.
Gdy kot lub pies zachorują na nerki, wątrobę czy serce, może się okazać
konieczne wprowadzenie specjalnej diety leczniczej (patrz ramka), która
sprzedawana jest w postaci suchej karmy. Tymczasem zwierzak
przyzwyczajony do domowego jedzenia z pewnością nie będzie chciał
przestawić się na gotową karmę. Psa w końcu dojedzenia zmusi głód, ale w
przypadku kota kilkudniowy post może doprowadzić do uszkodzenia
wątroby. Dlatego lepiej od samego początku karmić zwierzaka gotową karmą
– w razie czego oszczędzimy sobie i jemu nerwów.
Gdy się drapie
Jednym z problemów, na jakie napotykają właściciele psów żywionych
gotowymi karmami, jest drapanie się i zmiany na skórze zwierząt.
Powszechnie nazywa się je uczuleniem, jednak jak uważa doktor Michał
Jank, sprawa jest bardziej złożona. Jego zdaniem klasyczne alergie
pokarmowe są u zwierząt stosunkowo rzadkie. Zazwyczaj problemy skórne są
wynikiem niedoboru pewnych składników w pożywieniu i pojawiają się u
tych, które przez długi czas jedzą stale tę samą karmę. Dlatego warto
raz na kilka miesięcy zmieniać jedzenie, by dieta była bardziej
urozmaicona.
Pan kotek był chory...
Poza normalnymi karmami do codziennego stosowania producenci oferują
też pokarmy profilaktyczne lub lecznicze. To jedzenie dla psów i kotów
chorych na serce, wątrobę, nerki, mających problemy ze stawami czy
alergią.
Na przykład karmy dla psów chorych na serce zawierają kilkakrotnie
mniej sodu niż zwykłe jedzenie. Jednocześnie, aby pies chciał jeść
niesłony pokarm, stosuje się dodatkowe środki zapachowe i smakowe.
Powstają też karmy przystosowane specjalnie do potrzeb danej rasy
psów czy kotów. Wyspecjalizowane pokarmy tworzy się na przykład dla
kotów długowłosych, które czyszcząc sierść, połykają swoje włosy. W
żołądku kota tworzy się z czasem kulka zbitej sierści mogąca zablokować
jelito. Koty krótkowłose radzą sobie, wymiotując, jednak persy czy
kolorpointy często nie są w stanie zwrócić dużej kulki. Dlatego karma
dla nich przeznaczona zawiera dużo tłuszczu i substancji sprawiających,
że połknięte włosy mogą gładko przejść przez układ pokarmowy.
Za dobrze
Weterynarze wspominają o „syndromie pierwszego psa”. Młode małżeństwo
ma mieszkanie, samochód, dziecko i stwierdza, że czas na psa. Kupują
drogiego szczeniaka i postanawiają dać mu wszystko, co najlepsze. Drogie
karmy wzbogacają suplementami i patrzą, jak piesek rośnie. A rośnie
fatalnie. Szczególnie u dużych ras pojawiają się problemy z kośćmi,
stawami i ścięgnami. Pies rośnie za szybko i jego układ ruchu nie nadąża
z rozwojem. Część hodowców sugeruje nawet rezygnację z podawania
najlepszych karm i zejście do poziomu jedzenia średniej klasy.
Pełna micha?
Jak karmić zwierzaki? Czy wsypywać im pełną miskę jedzenia i pozwalać
jeść według potrzeb, czy może podawać posiłki raz dzienne?
Sprawa jest dość prosta w przypadku kotów. Ewolucja przystosowała je
do częstego jedzenia małych porcji. To zwyczaj z czasów, gdy wspólny
przodek wszystkich kotów, kot nubijski, żywił się drobnymi kręgowcami.
Jedna upolowana mysz miała około 30 kilokalorii i do dziś kot stojący
przed miską pełną jedzenia zje tyle, by jednorazowo przyjąć właśnie 30
kilokalorii. Oczywiście zdarzają się odchylenia i jest nieco kotów,
które pożrą tyle, ile zdołają.
Inaczej ma się sprawa z psami. Tu działa mechanizm: „zjem, ile dam
radę, bo nie wiadomo, kiedy znowu będzie coś do żarcia”. Dlatego
większość psów zjada natychmiast wszystko, co ma w misce.
Część doświadczonych hodowców twierdzi jednak, że psa można
przyzwyczaić do jedzenia sposobem kocim. Jeśli przez dłuższy czas podaje
mu się tyle jedzenia, ile chce, to po kilku dniach wielkiego żarcia
zwierzę uczy się, że jedzenia jest zawsze pod dostatkiem, i samo zaczyna
dobierać sobie porcje.
Co się je?
Zebraliśmy najpopularniejsze marki kociej karmy, jakie można znaleźć w
sklepach spożywczych oraz specjalistycznych. Kolorem szarym oznaczone
są produkty zaliczane do grupy premium, a białym – podstawowej. Widać,
że mimo nawet czterokrotnie wyższej ceny za kilogram koszt żywienia
karmą premium jest tylko dwa razy wyższy. Zestawiliśmy koszty dla
4–5-kilogramowego kota.
|
KARMA DLA KOTÓW |
CENA ZA KILOGRAM |
DZIENNA DAWKA KARMY
(W GRAMACH) |
DZIENNY KOSZT ŻYWIENIA
(W ZŁOTYCH) |
|
Eukanuba Adult Chicken & Liver |
33,00 |
50 |
1,65 |
|
Hill’s Adult with Lamb |
25,00 |
70 |
1,75 |
|
Iams Adult Lamb |
21,00 |
55 |
1,16 |
|
Nutra Nuggets Normaly Active |
16,33 |
66 |
1,08 |
|
Purina Pro Plan Adult |
22,00 |
75 |
1,65 |
|
RoyalCanin Beauty & Fit |
30,50 |
75 |
2,29 |
|
Albert kompletna karma |
4,00 |
85 |
0,34 |
|
Darling z mięsem |
7,50 |
95 |
0,71 |
|
Euro Shopper |
3,00 |
85 |
0,26 |
|
Friskies Adult |
9,50 |
90 |
0,86 |
|
Kitekat z tuńczykiem |
8,00 |
75 |
0,60 |
|
Whiskas z tuńczykiem |
10,33 |
80 |
0,83 |
Tajemnicze
składniki
Na opakowaniach karm dla zwierząt pojawiają się czasami niezwykle
brzmiące nazwy składników w rodzaju słowiczych języczków, króliczych
łapek lub przynajmniej wątroby dzika. Taki napis zobowiązuje, więc
producenci faktycznie dodają opisany składnik. Tyle że jego zawartość
jest zazwyczaj śladowa –wrzucenie do setek kilogramów masy kilku
kilogramów egzotycznego składnika nie kosztuje wiele, a daje doskonały
efekt marketingowy.
Wiele wątpliwości wśród właścicieli wzbudza umieszczana w składzie karmy
pozycja „popiół”. Nie chodzi tu jednak o dodawanie jakiejś spalenizny –
w ten sposób określa się zawartość składników, które by pozostały,
gdyby karmę spalić w specjalnych warunkach. To zazwyczaj składniki
mineralne i inne elementy, które nie ulegają strawieniu, ale są
niezbędne, by pokarm był pełnowartościowy.
Maszyna do karmy
Jak sprawić, by mięso, warzywa i pozostałe składniki karmy przybrały
znaną właścicielom zwierząt postać niewielkich, porowatych kulek?
Wszystko, co ma się znaleźć w gotowym produkcie, trafia do ekstrudera –
urządzenia przypominającego działaniem wielką maszynkę do mięsa.
Wewnątrz panuje ciśnienie kilku atmosfer i temperatura sięgająca 150
stopni. W tych warunkach masa zawierająca dużo skrobi zaczyna się pienić
i jest przepychana przez otwory nadające karmie odpowiedni kształt.
Gwałtowne schłodzenie sprawia, że spieniony pokarm zastyga w postaci
porowatych i łatwych do pogryzienia granulek. Na koniec na gotową karmę
natryskiwany jest tłuszcz i substancje nadające zapach, a całość
zamykana jest w hermetycznych opakowaniach. Jeśli pokarm ma zachować
swoją wartość, a przede wszystkim ważny dla zwierzęcia atrakcyjny
zapach, powinien być przechowywany bez dostępu powietrza. Dlatego nie
należy kupować karmy sprzedawanej na wagę z otwartych worków –
producenci przygotowują zwykle opakowania o różnej masie, by każdy
właściciel dobrał odpowiadającą jego potrzebom porcję.
Piotr Stanisławski