Jakim trzeba być człowiekiem, aby zostawić zwierzę na pastwę losu i spokojnie sobie dalej żyć jakby nic się nie stało?
Dostaliśmy zgłoszenie o kocie koczującym od
kilku miesięcy na giełdzie warzywnej przy ul. Oleskiej. Ktoś przywiózł i
zostawił żywe stworzenie, pewnie myślał, że ktoś inny zajmie się jego
problemem. I nie mylił się. Kotek jest dokarmiany przez handlarzy, jest
brany na kolana, głaskany, bo to w pełni oswojony kot! Jest też
wykastrowany.
Napewno miał dom! Dzikus nie pozwolił by sobie na takie poufałości z człowiekiem. Mimo "opieki", giełda to nie jest miejsce dla domowego mruczka. On
potrzebuje kontaktu z człowiekiem, domaga się tego. Potrzebuje ciepłego
kąta, dnie i noce są coraz zimniejsze. Nie może zostać pod gołym niebem
na zimę. Prosimy o dom dla kocurka! Taki, który już nigdy nie skaże go na poniewierkę.